W kontekście skierowania przez sąd Jarosława Kaczyńskiego na badania psychiatryczne, sam zainteresowany, jego poplecznicy oraz zwykli ludzie mówią o nadużyciach, które mają na celu wyeliminowanie z życia publicznego niewygodnej osoby. Przypominają czasy stalinizmu i „psychuszek”, gdzie zamykano przeciwników „jedynej słusznej” władzy. Czasy się zmieniły, ale i dziś zdarza się, że niewinni ludzie są skazywani na przymusowe leczenie w zakładach psychiatrycznych. W przypadku Kaczyńskiego, chodzi podobno o ustalenie, czy jest poczytalny, bo gdyby to się potwierdziło, nie mógłby być sądzony. Zapewne orzeczenie o chorobie psychicznej otwiera drogę do zamknięcia człowieka w szpitalu psychiatrycznym…
Polacy zgodnie z Ustawą o ochronie zdrowia psychicznego, mogą być wysyłani na przymusowe leczenie w zakładach zamkniętych. Tym, który "wsadza" do nich "skazanych" jest zwykle biegły lekarz sadowy, wydający opinię o konkretnej osobie. Sędziowie, jeśli się dobrze orientuję, zdają się na opinie specjalistów, bo, jak słusznie mniemają, kończyli prawo, a nie medycynę. I nic nie byłoby w tym złego, gdyby w prosty sposób można było stwierdzić chorobę psychiczną. Jest jednak inaczej. Podam dwa przykłady.