Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ADHD. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą ADHD. Pokaż wszystkie posty

piątek, 28 listopada 2014

Cykl filmów dokumentalnych - Tajemnice korporacji/ Farmaceutyczne oszustwa

Polecam obejrzeć ten dokument. Wprawdzie nie opisuje on stricte psychiatrii, ale uświadamia pewne fakty bezmyślnemu społeczeństwu. Sama psychiatria to w większośći zbitek zwymyślonych chorób. Warto więc sobie uzmysłowić jak jesteśmy nieświadomi otaczającej nas rzeczywistości i że tak powiem wziąć sprawy w swoje ręce, zacząć myśleć samodzielnie.

Dziś wszyscy padliśmy ofiarą rodzaju mody na leczenie środkami farmakologicznymi coraz to nowych "zespołów chorobowych". Medykalizacja to już poważny problem. Cierpimy na konformizm bo zamiast stawiać czoła problemom szukamy prostych wyjść, faszerując się niebezpiecznymi lekami na nieistniejące choroby. Jak się okazuje niewszystkim to przeskadza i ktoś na tej naszej naiwności skutecznie zarabia. Polecam!




Zobacz również: 

- Artykuły oznaczone etykietą Medykalizacja
- Manipulacja

poniedziałek, 5 sierpnia 2013

Fabrykowanie chorób, czyli niewidzialna wojna o portfel klienta!

Rozpacz po śmierci bliskiej osoby trwająca dłużej niż dwa tygodnie to już depresja. Spokojnie, można ją leczyć. I na tym zarobić.

Lawinowo rosnąca liczba nowych syndromów, zespołów i zaburzeń mogłaby naprawdę martwić, gdyby nie to, że na większość dolegliwości opracowano odpowiednie leki. Jak to dobrze, że na świecie są koncerny farmaceutyczne.

A jak ADHD

ADHD jest cudownym przykładem sfabrykowanej dolegliwości – wyznał nieoczekiwanie, na kilka miesięcy przed śmiercią prof. Leon Eisenberg, który podłożył podwaliny pod badania nad nadpobudliwością u dzieci. Szokujące słowa padły w rozmowie z dziennikarzem niemieckiego „Der Spiegel”. Pionier psychiatrii dziecięcej podważył w niej wiarygodność dowodów na istnienie ADHD. Wspomniał, że mogły być sfabrykowane na korzyść koncernów farmaceutycznych. Gdy wywiad został opublikowany, prof. Eisenberg już nie żył. Nie mógł potwierdzić albo obalić tych słów. A rodzice nadpobudliwych dzieci mieli prawo poczuć, że grunt usuwa im się spod nóg. Zwłaszcza że przy okazji pojawiły się publikacje na temat lawinowo rosnącej sprzedaży leków na ADHD i katastrofalnych skutków ich powszechnego stosowania. Tylko w samych Niemczech ich sprzedaż wzrosła z 34 kg w 1993 r. do 1760 kg w 2011 r. W dodatku Shane Ellison, chemik, który po kilkunastu latach pracy w branży farmaceutycznej zmienił front i zaczął nagłaśniać skandaliczne praktyki byłych pracodawców, zaczął opowiadać o stosowanym w terapii ADHD ritalinie „dziecięcy drag, uzależniającym równie silnie jak kokaina”.

Psycholodzy i terapeuci, którzy na co dzień pracują z dziećmi, wskazywali, że prof. Eisenberg wcale nie był pierwszym, który badał ADHD, i że on sam nie negował istnienia wspomnianych zaburzeń u dzieci. Zwracał jedynie uwagę na nadużywanie tej diagnozy przez nierozsądnych lekarzy i rodziców, którzy receptę na lek traktowali jak wybawienie. Po pigułkach dziecko z rozszalałego furiata zamieniało się w aniołka. Ziarno niepewności zostało jednak zasiane, dziecięcy psychiatra zza grobu sprowokował dyskusję nie tylko na temat syndromu „rozwydrzonych bachorów”, jak dzieci z ADHD są nazywane przez sceptyków, lecz także innych sztucznie wykreowanych dolegliwości.

Doktor Tomasz Witkowski to psycholog odgrywający rolę czarnej owcy środowiska. W dwóch tomach swojej głośnej książki „Zakazana psychologia” wypunktował liczne przypadki błędów i hochsztaplerstwa.– Często jest tak, że odkrywamy jakąś nową jednostkę chorobową lub zaburzenie, które dotyczy niewielkiego odsetka populacji – opowiada. – Wkrótce jednak zaczyna być ono nadużywane przez diagnostów. Z pewnością należy do nich ADHD.

poniedziałek, 29 lipca 2013

Psychobiznes wmawia chorobę dzieciom alkoholików!

"Równie dobrze moglibyśmy mówić o syndromach dorosłych dzieci rybaków, żołnierzy czy… psychologów" - mówi Dziennik.pl dr Tomasz Witkowski o syndromie Dorosłych Dzieci Alkoholików. Młody psycholog twierdzi, że na wykreowaniu syndromu DDA korzysta nie tylko "psychobiznes", ale też jego "klienci".

- Syndrom DDA zdiagnozowała u siebie również masa osób wychowanych w rodzinach, w których nie było żadnego problemu alkoholowego. Pokazuje to wiele badań. Co wart jest taki opis, który nie różnicuje ludzi zaburzonych od tych, których określamy mianem normy ? - pyta dr Tomasz Witkowski, enfant terrible polskiej psychologii, który w dwóch tomach książki "Zakazana Psychologia" wytknął swojemu środowisku liczne przypadki błędów, wypaczeń i hochsztaplerstwa.

Witkowski tłumaczy, że kiedy ludzie chętnie identyfikują się z jakąś diagnozą w psychologii nazywane to jest efektem horoskopowym. - Jeśli stwierdzenia takiej diagnozy są wystarczająco ogólne, to zaakceptuje je wiele osób, tak jak wiele osób uważa za trafne gazetowe horoskopy. Tyle mniej więcej jest wart syndrom DDA - mówi nam Witkowski.

A po co ktoś miałby go tworzyć? - To już zupełnie inna historia. Syndrom ten nie został stworzony przez psychologów, lecz przez ludzi pochodzących z rodzin z problemami alkoholowymi, którzy w jakiś sposób próbowali radzić sobie ze swoimi problemami. Jak wiele podobnych syndromów, miał on tę „zaletę”, że przerzucał odpowiedzialność za własne nieudane życie na pijących rodziców. A zatem sami DDA nadal są bardzo zainteresowani w podtrzymywaniu tego mitu - tłumaczy Witkowski.

Autor "Zakazanej psychologii" zauważa, że do ruchu DDA stopniowo dołączyła cała rzesza psychologów i psychoterapeutów, pojawiły się publiczne środki na finansowanie pomocy, otworzyły się prywatne gabinety i w ten sposób stworzony został potężny rynek usług. - Potężny, bo polscy apologeci syndromu DDA mówią nawet o liczbie 3 milionów dorosłych Polaków, którzy mogą cierpieć z jego powodu. W rzeczywistości być może znajdziemy wśród nich 10 proc osób, które dorastały w rodzinach alkoholików i w jakiś sposób cierpią z tego powodu, ale nie jest to rodzaj cierpienia, który wymaga odrębnego syndromu. Równie dobrze moglibyśmy mówić o syndromach dorosłych dzieci rybaków, żołnierzy czy… psychologów - mówi Witkowski.

wtorek, 18 czerwca 2013

„Odkrywca” ADHD wyznaje, że to fikcyjna „choroba”

ADHD (ang. Attention Deficit Hyperactivity Disorder) tłumaczy się jako zespół nadpobudliwości psychoruchowej z zaburzeniami koncentracji uwagi. O ADHD słyszymy już od dawna. Nadpobudliwe dziecko, które w nadmiarze energii „skacze po ścianach” doprowadzając tym samym swoich opiekunów do kresu wytrzymałości, szybko otrzymuje etykietkę „ADHD”. Za przyczynę ADHD podaje się uwarunkowania genetyczne (jeśli trudno ustalić wyraźną przyczynę, najłatwiej zrzucić na geny), osoby z ADHD według powszechnej wersji mają specyficzne wzorce pracy mózgu. Jednak czy aby na pewno? Artykuł, który jakiś czas temu wpadł w moje ręce (link do artykułu na końcu tekstu) zburzył moje dotychczasowe wyobrażenie o ADHD – „odkrywca” ADHD, Leon Eisenberg, kilka miesięcy przed śmiercią (2009 r.) wyznał, że ADHD to fikcyjna „choroba”.

„ADHD to fikcyjna choroba”

głosi cytat z ostatniego wywiadu z „ojcem ADHD” na okładce niemieckiego pisma „Der Spiegel” – wydanie z dnia 2 lutego 2012 roku. Po co „tworzyć” chorobę? Jak pokazuje przykład chociażby nowotworu – na chorobie można całkiem nieźle zarobić. Najpopularniejszym sposobem „leczenia” ADHD jest farmakoterapia z lekiem Ritalin na czele. Tylko w samych Niemczech sprzedaż leków na ADHD wzrosła z 34 kg (w 1993 roku), do 1760 kg (w 2011 roku) – co oznacza 51 krotny wzrost sprzedaży (!). W Stanach Zjednoczonych co dziesiąty chłopiec wśród dziesięciolatków codziennie zażywa leki na ADHD. A jest to tendencja rosnąca.

Szwedzka Narodowa Komisja Doradcza w sprawie Bioetyki* (NEK) skrytykowała użycie Ritalinu. W opinii NEK z 22 listopada 2011 roku czytamy, że środki farmakologiczne zmieniają zachowanie bez żadnego wkładu ze strony dziecka. Doprowadziło to do ingerencji w wolność i prawa człowieka, ponieważ środki farmakologiczne wywołują zmiany w zachowaniu, ale nie uczą dzieci jak samodzielnie osiągnąć te zmiany. W ten sposób dzieci są pozbawiane umiejętności uczenia się na doświadczeniu, ich wolność jest ograniczona, a rozwój zablokowany. Zadaniem psychologów, nauczycieli i lekarzy jest bycie mądrym przewodnikiem dla dziecka w jego naturalnym rozwoju.

sobota, 8 grudnia 2012

Nowe wymysły psychiatrów - Zapomnij o ADHD, teraz dzieci mają DMDD

Po 13 latach prac ekspertów Amerykańskiego Towarzystwa Psychiatrycznego ukazała się nowa "biblia psychiatrów". Pojawiło się w niej kilka nowych zaburzeń psychicznych wraz ze wskazówkami jak je diagnozować i leczyć. Między innymi DMDD i obżarstwo - informuje time.com.

Cóż to takiego DMDD? To nowe zaburzenie psychiczne dotykające dzieci - zespół destrukcyjnego rozregulowania nastroju. Na czym ta choroba polega? Na niekontrolowanych napadach złości, przynajmniej trzy razy w tygodniu, które pojawiają się co najmniej przez rok.

Niektórzy eksperci już krytykują wprowadzenie nowej "jednostki chorobowej" do "biblii psychiatrów". Ich zdaniem wkrótce zostanie ono zdiagnozowane u tysięcy dzieci, które wpadają w złość, bo "nie mogą znaleźć buta, zgubiły pracę domową albo mają krzywo zapleciony warkocz".

Także obżarstwo trafiło jako pełnoprawne zaburzenie do księgi, którą posługują się przystawianiu diagnozy psychiatrzy, a także ubezpieczyciele opłacający koszty leczenia pacjentów. Nie trafił do niej seksoholizm, choć wielu specjalistów twierdzi, że należy go uznać za chorobę.

Psychiatrzy będą mogli za to uznać za objawy depresji żal po zmarłym. Do tej pory smutek związany z żałobą nie był uznawany za jedną z jej przyczyn."

Artykuł pochodzi ze strony: http://www.sfora.pl/

Zobacz też:


Pobierz w PDF- ie: Klilnij

wtorek, 14 sierpnia 2012

Pedofilia psychologiczna

Ostatnimi czasy nasila się bardzo dziwna tendencja. Psychologowie i psychiatrzy zajmują się coraz mniejszymi dziećmi. Konsekwencją tego, będzie brak zdolności do rozróżniania przez nie:kto jest ich opiekunem – urzędnik psychologiczny, czy rodzice?
Coraz częstsze rozmowy psychologów z dziećmi w szkołach, nasilone kontakty z etatowymi poszukiwaczami problemów, doprowadzą także do utraty przez dzieci, tak potrzebnej samodzielności – od małego wtłaczając je w role pacjenta i urzędniczego petenta.
 Każdy kto nas diagnozuje i ocenia, z definicji obniża nam samoocenę. Do tego wszędzie tam, gdzie się wpuszcza psychologa, czyli forpocztę psychiatrii, tam z czasem pojawią się również lekarze, czyli ludzie wydający wyroki – rozdający diagnozy choroby psychicznej.
 Wszystko z powodu faktu, że psychiatria jest uzależniona finansowo od istnienia i poszerzania zakresu chorób psychicznych. Ostatnio próbują oni nawet najzwyklej nieszczęśliwych ludzi, uznawać za chorych. Po prostu im więcej diagnoz, tym więcej psychiatrzy zarabiają na wypisywaniu leków leczących wyimaginowane pomroczności jasne, depresje, czy ADHD. Czytaj całość
Pobierz artykuł w PDF-ie

Zobacz też:

Niewolnictwo w psychiatrii - Szpitale psychiatryczne zmuszają dzieci do sprzątania

  • czwartek, 29 grudnia 2011

    Stygmatyzacja psychiatryczno - psychologiczna i jej skutki

    Jak podaje Wiki:


    "Stygmatyzacja może stanowić skutek ujemny diagnozy psychiatrycznej lub psychologicznej polegająca na klasyfikowaniu ludzi według procedury zerojedynkowej. Źródłem negatywnego myślenia o jednostce może być osobowość diagnosty, jego wcześniejsze kontakty z osobami z danej grupy i oficjalne stereotypy.


    Stygmatyzacja jest procesem, w którym etykietę nadaje się osobom nie spełniającym oczekiwań innych - nietypowym w wyglądzie, zachowaniu, poglądach, odmiennym kulturowo lub rasowo, niechętnym lub nieumiejącym zachowywać się zgodnie z przyjętymi normami (osoby należące do subkultur).

    A jakie są jej skutki?

    - Etykietowanie wpływa zwrotnie na sposób myślenia "chorego" o sobie w kategoriach zawartych w stygmacie, jednostka zaczyna wierzyć w dysponowanie przypisywanymi właściwościami, utożsamiać się z nimi i zachowywać zgodnie z treścią stygmatu, spełniając oczekiwania społeczne.


    następują:

    1) Delegacja najsłabszego członka rodziny do integracji systemu rodzinnego przez manifestację jego patologii zaburzeniem psychicznym. "Chory" czuje się bezradny i bezsilny z powodu braku wsparcia dla jego działań antystygmatyzujących.


    2) Zmiana pozycji społecznej. Jednostka otrzymuje komunikaty o nieufności, strachu, podejrzliwości.


    3) Odrzucenie przez otoczenie społeczne.


    4) Obniżenie poczucia własnej wartości, poczucia bezpieczeństwa i zaufania do siebie i innych, wzrost poczucia zagrożenia. Prowadzi to do zachowań, mających na celu pokazanie się z innej strony, tym bardziej wzrasta podejrzliwość otoczenia, co jednostka interpretuje w kategoriach "wszystko co robię jest złe".


    5) Wyuczona bezradność - myślenie o sobie i swoim zachowaniu w kategoriach braku wpływu staje się regułą. Dochodzi do izolacji społecznej, obniżenia nastroju i motywacji do zmiany sytuacji.


    6) Efekt Golema - samospełniające się proroctwo dotyczące negatywnych wartościowań własnej osoby. Jednostka zaczyna myśleć o sobie jako "chorym psychicznie".

    sobota, 10 grudnia 2011

    Zespół Aroganckiego Opozycjonisty

    Nowy Przewodnik psychiatryczny zawęża zakres normalności.

    Psychiatrzy opracowują piątą korektę 'Diagnostycznego i statystycznego przewodnika chorób psychicznych' (Diagnostic and Statistical Manual of Mental Disorders; w skrócie DSM-5).
    Mają nadzieję, że uda im się dodać do nowego wydania, które ma się ukazać w roku 2013, całą masę nowych chorób psychicznych. Niestety, tak się składa, że wiele z tych chorób to po prostu różnice pomiędzy osobowościami i zachowaniem różnych ludzi.



    Przewodnik DSM wydawany przez Stowarzyszenie Amerykańskich Psychiatrów (American Psychiatric Association) jest wykorzystywany przez lekarzy na całym świecie zawodowo zajmujących się psychiatrią. Nowe wydanie może zawierać takie "choroby", jak "zespół aroganckiego opozycjonisty", do którego zaliczane są osoby charakteryzujące się modelem "negatywistycznego, wyzywającego, nieposłusznego i wrogiego zachowania w stosunku do zwierzchnikow". Niektóre z "symptomów" tego schorzenia to tracenie panowania nad sobą, irytowanie innych ludzi i bycie "drażliwym".

    Inne "choroby", które mają się tam znaleźć, to wady osobowości, takie jak zachowania aspołeczne, arogancja, cynizm i narcyzm. Są tam nawet kategorie ludzi, którzy się obżerają, i dzieci, które mają napady złości. Dzieci przejawiające cechy ekscentryczności związane z ich unikalnymi osobowościami można zgodnie z nową wersją przewodnika zaliczać do chorych umysłowo.

    czwartek, 8 grudnia 2011

    ADHD - wyłudzenie zgody na podanie narkotyku dziecku

    ADHD – diagnoza

    Matka ma problem z dzieckiem – potrafi nieźle narozrabiać w szkole. Na przerwie wbija ostry przedmiot w nogę swojego kolegi. Rodzice innych dzieci są zaniepokojeni, a na zebraniu rodziców panuje ciężka atmosfera i silna presja na matkę, żeby coś zrobiła.
    Psycholog szkolny może w tym momencie zalecić wizytę w poradni psychiatrycznej.
    Jest bardzo możliwe, że w poradni stwierdzą u dziecka ADHD i zaproponują leczenie farmakologiczne.



    Zdjęcie...Thomas Szasz, profesor psychiatrii, wypowiada się jasno:

    Jeśli jesteś chory, to muszą istnieć jakieś obiektywne dowody na to. Kiedy idziesz do lekarza, on chce zobaczyć twoje wyniki badania krwi albo prześwietlenia. Lekarza nie obchodzi niczyja opinia o tym, jak ty się zachowujesz – masz podać wyniki badań. 
    Pojęcie choroby umysłowej jest przenośnią.

    Termin “choroba umysłowa” odnosi się do niepożądanych myśli, uczuć i zachowań osób. Nazywanie myśli, uczuć i zachowań chorobą, jest błędem logicznym i błędnym doborem słów. Psychiatria jest „wyjątkowa” i nie musi udowadniać wystąpienia stanu chorobowego.


    Skoro psychiatria nie jest w stanie wykazać istnienia chorób, które ponoć leczy, (zgodnie z definicją słowa choroba) , to na czym opiera się autorytet psychiatrii i czym naprawdę ona się zajmuje?


    Czytaj całość: http://adhdinfo.wordpress.com/

    Zobacz też:

    Spot przeciw psychiatrycznej stygmatyzacji 

    niedziela, 20 listopada 2011

    Blaski i cienie psychiatrii

    Coś złego dzieje się z twoim życiem: tracisz pracę, twoje małżeństwo rozpada się lub opuszcza cię kochanek. Pełen dobrych chęci przyjaciel lub krewny sugeruje ci, abyś zasięgną porady psychiatry lub psychologa w celu uzyskania jakiejś pomocy. Ten pomysł wydaje ci się sensowny, gdyż w tym momencie nie czujesz się zbyt szczęśliwy. Może jednak przemyśl tę sprawę! Ta rada może wcale nie być taka dobra. 


    „Psychiatria” jest zdefiniowana jako „specjalistyczna gałąź medycyny zajmująca się diagnozą, leczeniem i zapobieganiem zaburzeniom umysłowym” „Psychologia jest definiowana jako nauka o naturze, funkcjach i zjawiskach zachodzących w umyśle, cechach charakterystycznych”. Psychiatria i psychologia są pokrewnymi dziedzinami, przy czym psychologia tworzy teoretyczną, niemedyczną podstawę psychiatrii. Większość z nas sądzi, że psychologia i psychiatria są naukami takimi samymi jak na przykład chemia lub fizyka.


    Zgodnie z doniesieniami prasowymi Martin Bryant, uzbrojony bandyta, który spowodował masakrę w Port Artur w Tasmanii, oceniany był przez czterech psychiatrów. Z tych konsultacji wynikały cztery różne diagnozy: jeden z psychiatrów orzekł, że jest to schizofrenia paranoidalna, inny, że psychopatia, trzeci zdiagnozował syndrom Aspergera, z kolei czwarty nie zgodził się z tą opcją i jednocześnie uchylił się od postawienia specjalistycznej diagnozy innej niż stwierdzenie, że Bryant nie ma syndromu Aspergera. Przypuścimy, że dam cztery próbki tej samej substancji czterem ekspertom w dziedzinie chemii analitycznej i że pierwszy uzna, iż dana substancja to siarczan miedzi, drugi, że cyjanowodór, trzeci, że chlorek sodowy, a czwarty, że czterofluorek ksenonu. Czy w tej sytuacji poważnie traktowalibyśmy przypisywanie sobie przez chemię statusu nauki? Uznalibyśmy ją za pseudonaukę i wrzucili do tego samego naukowego śmietnika, co astrologię. 


    Zdziwienie budzi fakt, że psychiatria nadal uważa się za dyscyplinę naukową, kiedy jest rzeczą oczywistą, że nie stosuję ona metod naukowych. Jest rzeczą oczywistą, że w psychiatrii brak obiektywizmu, skoro diagnoza zależy od tego, kto ją postawił. Niestety dowody wskazują na to, że obie dyscypliny, psychiatria i psychologia, nie są bardziej naukowe niż astrologia czy numerologia, a mimo to obie nadal cieszą się wysokim statusem.

    poniedziałek, 7 listopada 2011

    ADHD, Prozac – wielkie oszustwo.

    ADHD, Prozac – wielkie oszustwo. Psychiatria - nauka czy marketing?
    Jednych z ojców współczesnej psychiatrii jest Zygmunt Freud. Zakładał on, jak sam stwierdził, że człowiek nie jest bytem duchowym. Gdyby takim był, zdaniem Freuda, cała jego ideologia ległaby w gruzach. No, to legła. Istota ludzka ma sferę duchową nierozłącznie wpisaną w materialną powłokę, czyli ciało. Jest to fakt. Z tej racji redukcjonizm Freuda deformuje każdego pacjenta.


    Dlatego nie może go wyleczyć, a jedynie zniwelować objawy ewentualnej choroby. Reasumując, jeśli jakaś „nauka” wychodzi z błędnego założenia, to wiadomo, w jaki ludzki organ możną ją sobie włożyć. I może do tej tylniej części ciała Zygmunta by wpadła, gdyby nie reprezentacji Szkoły Frankfurckiej. Adorno z Horkheimerem i cała reszta tej bandy, która zasymilowała banialuki Freuda, na własne potrzeby. Redukcjonizm człowieka w psychiatrii, nie wróżył i nie wróży nic dobrego. Dlatego może powstał ruch „anty- psychiatria”, który systematycznie demaskuje ideologizację nauki, czyli oderwanie jej od realiów.

    To walka, a na szali stoi człowiek. Lecz należy zapamiętać, że nowa lewica redefiniowała to słowo. Dla nich nie jesteśmy bytami osobowymi, a zlepkiem popędów, seksualnego i śmierci. Bezrozumny psychiatra, odrzucając duchową stronę osoby ludzkiej, bada tylko swoje idee o pacjencie, nie zaś samego pacjenta. Wykształcenie nie oznacza jeszcze cnoty mądrości, która jest dobraniem optymalnego środka, do uzyskania konkretnego celu zgodnego ze stanem rzeczywistym. Ideologia to ograniczenie intelektualne zawężone do aspektów „myślenia o własnym myślenie”, które jest nieskonfrontowane ze stanem realnym danego zagadnienia. Proste przykłady idiotyzmów w psychiatrii można zaprezentować na bazie dwóch faktów, dotyczących jednego człowieka.

    niedziela, 30 października 2011

    Depresja - toksyczna psychologia i psychiatria

    ZdjęcieCzym jest depresja, wie pewnie każdy. Ale co kryje się za tym słowem tak naprawdę, nie wszyscy rozumieją. Wywiad z psychologiem, psychoterapeutą, autorem, Jarosławem Stukanem o jego nowej książce: "Toksyczna psychologia i psychiatria. Depresja a samobójstwo".





    Wiosną tego roku pojawiła się na polskim rynku wydawniczym książka autorstwa Jarosława Stukana, psychologa, psychoterapeuty, pt.: „Toksyczna psychologia i psychiatria. Depresja a samobójstwo”. W tej w miarę przystępnie dla przeciętnego czytelnika napisanej pracy autor udowadnia, iż depresja nie istnieje w ogólnie przyjętym kontekście, a jest jedynie ekonomicznym oszustwem, natomiast tzw. antydepresanty trzeciej generacji nie mogą być określane terminem „leków na depresję”.

    Według Stukana, to właśnie procedury rzekomego leczenia rzekomymi antydepresantami pośrednio i/lub bezpośrednio odpowiedzialne są za wzrost samobójstw na świecie. Według autora należy więc zakładać, że „obserwowany i przewidywany wzrost zaburzeń depresyjnych oraz wzrost liczby samobójstw, to problemy wytworzone przez przemysł farmaceutyczny i jest on całkowicie odpowiedzialny za śmierć dziesiątek tysięcy ludzi na przestrzeni ostatnich lat.”

    wtorek, 25 października 2011

    Wsadzili ośmiolatka do psychiatryka za karę?

    Kolonijni opiekunowie bez wiedzy rodziców zawieźli ośmioletniego chłopca do szpitala psychiatrycznego. - Chciał pobić wychowawcę i miał myśli samobójcze - twierdzą. Matka chłopca nie wierzy i zawiadamia prokuraturę.


    Opiekunka:

    "Kierowniczka kolonii jest przekonana, że umieszczenie ośmiolatka w szpitalu było jedyną, słuszną decyzją. - Wymagał takiej pomocy. Miał myśli samobójcze - podkreśla Wiesiołek. Jej zdaniem Kacper miał powiedzieć, że nie chce mu się już żyć. - O wszystkim poinformowałam szkołę, do której uczęszcza i zarząd wojewódzki TPD - dodaje kobieta. - Dziś trochę żałuję, że nie byłam bardziej stanowcza i nie odesłałam tego chłopca wcześniej do domu"

    Psychiatra:

    "...przyjmując ośmiolatka bez zgody rodziców nie popełniono nadużycia.
    - Pozwala na to ustawa o ochronie zdrowia psychicznego. Chłopiec miał myśli samobójcze, potrzebna była obserwacja - przekonuje lekarz. Jednocześnie przyznaje, że Kacper był spokojny, nie aplikowano mu żadnych leków i wypuszczono następnego dnia, bo "nie wykazywał żadnych objawów odstępstwa od normy ani myśli samobójczych"



    Wydrukuj i / lub i ściągnij na dysk cały artykuł: Kliknij

    poniedziałek, 24 października 2011

    Psychuszka dla dzieci? - Degeneracja urzędników władzy, czy lekarzy psychiatrów dawno sięgnęła poziomu szamba.

    "Do tej pory słyszeliśmy o nadużywaniu psychiatrii w stosunku do dorosłych. Teraz nietykalni biorą się za dzieci. Jest to o tyle łatwiejsze że są one z domów dziecka. Cel jest zawsze ten sam. Mamona dla zwyrodniałych sędziów i biegłych. To, że w ten sposób niszczą psychikę dzieci i pozostawiają w niej ślady nie do zatarcia, nie ma znaczenia dla orwellowskich wieprzków. Liczy się tylko koryto...

    W psychuszce, zamiast serdeczności i wzorów do naśladowania, dzieci spotkają się z zabranymi z ulicy pijaczkami, niedoszłymi samobójcami i tym podobnymi. Co na to „troskliwy” Rzecznik Praw Dziecka? Co na to media?"


    NIEGRZECZNI DO PSYCHIATRYKA (fragm)

    Pijesz, palisz, kłamiesz, nie uczysz się, bijesz kolegów, masz ADHD - za karę idziesz do szpitala psychiatrycznego. Tak jest w polskich domach dziecka - wynika z raportu Rzecznika Praw Obywatelskich

    RPO sprawdził, jak często i z jakich powodów domy dziecka, ośrodki szkolno-wychowawcze i pogotowia opiekuńcze posyłają wychowanków do szpitali psychiatrycznych. Wyniki raportu są wstrząsające.

    Rzecznik zainteresował się problemem po lekturze artykułu w "Gazecie" "Wakacje w szpitalu psychiatrycznym". Przed rokiem spędzały je tam dzieci z podwrocławskich domów dziecka, dzięki czemu szpital dostawał pieniądze z NFZ.

    „Umieszczenie w szpitalu psychiatrycznym (...) jest ingerencją w podstawowe wolności człowieka. W praktyce jednak jest niejednokrotnie traktowane niemal jak dodatkowy środek wychowawczy” - pisze w raporcie rzecznik Janusz Kochanowski. I dalej: „Wychowawcy zgłaszają do leczenia dzieci z zaburzeniami zachowania, agresją, ADHD, dysleksją, trudnościami szkolnymi, a lekarze - zapewne z obawy przed odpowiedzialnością - przyjmują je na leczenie i wypisują z zaleceniem indywidualnego, życzliwego traktowania”.


    Źródło: Gazeta Wyborcza



    Wydrukuj i / lub i ściągnij na dysk cały artykuł: Kliknij

    sobota, 15 października 2011

    Racjonalnie o psychiatrii - lek. med. Krzysztof Chudziński

    Zdjęcie" lek. med. Krzysztof Chudziński na metodach, do jakich odwołuje się wspomniana dyscyplina, nie pozostawia przysłowiowej suchej nitki. Bezlitosna wiwisekcja popełnionych przez psychiatrów błędów i naciąganych niejednokrotnie teorii, częstej bezradności w objaśnianiu własnych rozbieżnych diagnoz i szafowania lekami depresyjnymi. Zdaniem autora, który sam jest z zawodu lekarzem i którego artykuł zapewne wywoła burzę, psychiatria nie tylko nie jest nauką, lecz, co gorsza, nie jest w stanie nikogo wyleczyć. Może ona co najwyżej zaproponować życie na lekach psychotropowych i niemało skutków ubocznych. Może też wpłynąć na zmianę osobowości. Kontrowersyjna, ale – nie da się ukryć – dająca wiele do myślenia publikacja."


    Kiedy w naszym życiu dzieje się coś złego udajemy się do psychiatry lub psychologa. Jednak swoją decyzję powinniśmy głęboko przemyśleć.

    Kiedy w naszym życiu dzieje się coś złego - tracimy pracę, rozpada się nam małżeństwo, psują relacje z innymi ludźmi - udajemy się do psychiatry lub psychologa. Takie postępowanie wydaje się logiczne, ponieważ oczekujemy pomocy i zrozumienia. Jednak swoją decyzję powinniśmy głęboko przemyśleć.

    Mój pierwszy kontakt z psychiatrią nie wypadł najlepiej. Jako student medycyny podważyłem diagnozę jednego z lekarzy twierdząc, że osoba, u której rozpoznano schizofrenię, naprawdę jest zdrowa, a jej niecodzienne doświadczenia wiążą się z postrzeganiem innej rzeczywistości. (…) Pamiętam, że od tamtej chwili profesor Tadeusz Bilikiewicz - ówczesny szef bydgoskiej Kliniki Psychiatrii – dziwnie mi się przyglądał.

    Jak głosi definicja słownikowa, psychiatria to specjalistyczna gałąź medycyny, zajmująca się diagnozą zaburzeń umysłowych, ich leczeniem i zapobieganiem. Większość ludzi sądzi, że - tak jak chemia czy fizyka - ma ona solidne podstawy naukowe. Popełniają błąd.

    29 kwietnia 1996 roku w Port Arthur na Tasmanii uzbrojony w broń półautomatyczną Martin Bryant zabił 35 osób i zranił 20. Strzelał w kawiarni pełnej japońskich turystów, w pobliskim pubie oraz do przejeżdżających ulicą pojazdów. Po zatrzymaniu ten 28-letni mężczyzna o przyjaznym wyrazie twarzy i długich blond włosach był badany przez czterech biegłych psychiatrów, którzy starali się dociec przyczyny tak desperackiego postępku. W wyniku owych konsultacji postawiono cztery różne diagnozy.

    Pierwszy z lekarzy stwierdził, że pacjent ma schizofrenię paranoidalną, drugi orzekł, iż jest to psychopatia, trzeci zdiagnozował zespół Aspergera (będący odmianą autyzmu), czwarty zaś ograniczył się do stwierdzenia, iż Bryant… nie ma syndromu Aspergera.

    Wyobraźmy sobie, że czterej chemicy otrzymują do zbadania próbkę tej samej substancji. Pierwszy uznaje, że jest to siarczan miedzi, drugi, że tlenek siarki, trzeci dostrzega chlorek sodu, a czwarty oświadcza, że… substancja ta z pewnością nie jest chlorkiem sodu. Czy w tej sytuacji uznamy, że chemia wspiera się na solidnym fundamencie nauki?

    Zaburzenia umysłowe klasyfikuje się dziś zgodnie z Diagnostycznym i statystycznym podręcznikiem chorób umysłowych. W roku 1840 znano tylko jedno takie schorzenie, powszechnie określane jako idiotyzm. 40 lat po powołaniu Amerykańskiego Towarzystwa Psychiatrycznego było ich już siedem: mania, melancholia, monomania (irracjonalne koncentrowanie się na jednym obiekcie), porażenie postępujące (czyli kiła trzeciorzędowa), demencja, alkoholizm oraz epilepsja.

    W 1952 roku liczba zaburzeń umysłowych wzrosła do 112, a w 1968 do 163, przy czym decyzje o wprowadzaniu do rejestru nowych jednostek chorobowych - co wydaje się warte podkreślenia - podejmowano w wyniku… głosowania. Na specjalnie organizowanych spotkaniach, szacowne grono psychiatrów ustalało, czy określone choroby istnieją, czy nie! Na skutki nie trzeba było długo czekać. W 1980 roku zadekretowano 224 schorzenia psychiczne, w 1987 - 253, a w 1994 - 374.

    Bruce Wiseman, autor książki Psychiatria – największa zdrada, uważa, iż schorzenia te fabrykują sami lekarze. To psychiatrzy – jego zdaniem – zapoczątkowali praktykę diagnozowania chorób, których istnienie jedynie podejrzewali, co zaowocowało przekonaniem, że skoro pacjent zachowuje się nienormalnie – czytaj: inaczej niż ogół społeczeństwa – musi być chory.

    Zachowanie uznawano zatem za objaw i stwierdzano, iż jego źródło tkwi w chorobie. Znakomitym przykładem może tu być zespół ADHD, objawiający się nadpobudliwością psychoruchową połączoną z brakiem skupienia uwagi.

    Do początków XX wieku istnienie takich nadpobudliwych dzieci przyjmowano jako zjawisko naturalne. Po prostu zakładano, że z czasem nauczą się ona zmieniać swoje zachowanie. Obecnie psychiatrzy wiedzą, że z takimi dziećmi dzieje się coś złego. Rodzice nie podzielają tego poglądu, dopóki (kierując się sugestią pedagoga szkolnego czy nauczycieli) nie wejdą do gabinetu psychiatry. Gdy stamtąd wyjdą, będzie towarzyszyć im świadomość, że ich dziecko jest… inne.

    Przyjrzyjmy się tej sytuacji z bliska. Zmianie nie ulega rzeczywistość, zmienił się odbiór zachowania dziecka przez rodziców. Aż do tej chwili było zdrowe – teraz jest chore. Jako normalne, prawdopodobnie wyrosłoby na dorosłego człowieka, który znalazłby w życiu swoje miejsce. Z etykietką ADHD rodzice, nauczyciele i inne dzieci będą traktować je inaczej, i w końcu ono samo zacznie postrzegać siebie jako niespełniające określonych wymogów. Powodem takiego stanu rzeczy jest wymyślona przez psychiatrów rzeczywistość ADHD. Wymyślona, gdyż brak jakiegokolwiek dowodu na to, iż taka choroba istnieje; jej etiologia – jak to zwykle w psychiatrii bywa - nie została do końca wyjaśniona. Mówi się o czynnikach genetycznych, a także o wpływie pól elektromagnetycznych na centralny układ nerwowy dziecka w łonie matki. Jak sądzą psychiatrzy, najbardziej niekorzystnie oddziaływają: kuchenki mikrofalowe, światło fluorescencyjne, komputery, kamery video, telefony komórkowe, faksy, suszarki do włosów, a nawet… koce i poduszki elektryczne. Czy biorąc pod uwagę rozwój techniki w najbliższych latach, należy przyjąć, że wszystkie nasze dzieci będą skazane na zespół ADHD? A co z nadpobudliwością wśród młodych aborygenów lub Indian z nad Amazonki?

    Podobnie rzecz wygląda z dysleksją i dysgrafią. Przed laty uważano, że dzieci, które popełniają błędy ortograficzne, niebawem z tego wyrosną. Wielu znanych dziennikarzy, pisarzy i aktorów – w świetle współczesnych diagnoz psychiatrycznych – w młodości było dyslektykami. Obecnie takie osoby uważa się za inne. W zastraszającym tempie rośnie liczba zaświadczeń wystawianych przez logopedów i psychiatrów potwierdzających, że dziecko, które do nich trafiło, cierpi na dysleksję, co notabene w znacznym stopniu ułatwia przebrnięcie przez ciężkie lata szkoły.

    Tezę, iż zaburzenia umysłowe są wymyślane przez psychiatrów, potwierdza też wypowiedź dr. Waltera Afielda. Cytuje on dane z międzynarodowej konferencji psychiatrycznej, na której lekarze rosyjscy, komentując leczenie problemów niedopasowania w małżeństwie w Ameryce, skonstatowali, że te sprawy w Rosji nazywa się po prostu… pechem.

    Leczenie wymyślonych chorób ma charakter psychologiczny lub somatyczny. Postępowanie psychologiczne to poradnictwo albo psychoterapia, natomiast leczenie somatyczne (zakładające, że umysł jest tożsamy z mózgiem) sprowadza się do aplikowania pacjentom środków farmakologicznych, poddawaniu ich elektrowstrząsom bądź operacjom neurochirurgicznym.

    Elektrowstrząsy po raz pierwszy w historii zastosowano we Włoszech w 1838 roku. Wówczas to psychiatra Ugo Cerlettti, będąc świadkiem użycia tej techniki w rzeźni (w celu ogłuszenia świń przed przecięciem im gardła), zdecydował się użyć jej w celach leczniczych u ludzi. Jego pierwszym pacjentem był mężczyzna u którego stwierdzono schizofrenię.

    W USA praktykę tę wprowadzono do szpitali w roku 1940. Dwa lata później Abraham Myerson, publicznie oceniając terapię elektrowstrząsami oświadczył: w procesie leczenia ważnym czynnikiem jest obniżenie inteligencji. Najlepsze wyniki uzyskuje się u tych osobników, u których redukujemy ją niemal do stanu niedorozwoju umysłowego. Początkowo stosowano szok elektryczny bez podawania leków znieczulających, ale wkrótce przekonano się, że konwulsje powodują często złamania kości. W latach 50 zaczęto więc stosować środki zwiotczające mięśnie.

    Co dzieje się w mózgu pacjenta poddanego elektrowstrząsom? Psychiatra Lee Coleman mówi: zmiany, jakie widzi się podczas stosowania wstrząsów elektrycznych, są identyczne ze skutkami każdego silnego uszkodzenia mózgu, takiego, jakie może na przykład wywołać uderzenie młotkiem w głowę (…) Ponieważ ani mózg, ani elektryczność nie zmieniły się od lat trzydziestych, wynik jest stale ten sam: uszkodzenie mózgu (…) Mózg przez jakiś czas pozostaje uszkodzony, a zatem pacjent nie wie, ani nie pamięta, co go martwi. Niestety, kiedy zaczyna dochodzić do siebie problemy zwykle wracają, ponieważ elektryczność nie zrobiła nic w celu ich rozwiązania.

    Podobnym niewypałem jak elektrowstrząsy okazał się zabieg zwany lobotomią, polegający na przecięciu włókien nerwowych łączących czołowe płaty mózgu ze strukturami międzymózgowia – podwzgórzem lub wzgórzem. Odkryto, że przygnębionych, zamkniętych w sobie i kapryśnych pacjentów można w ten sposób przemienić w osoby otwarte, przyjacielskie i normalne.

    Oprócz oczywistych i – jak się wydawało – pozytywnych rezultatów, na popularności tego rodzaju leczenia zaważył sposób wykonywania zabiegu. W tzw. metodzie przezoczodołowej (rozwiniętej przez jej głównego praktyka, chirurga z Waszyngtonu, doktora Waltera Freemana) przypominający szpikulec do lodu metalowy pręt wprowadzano pomiędzy gałkę oczną a górną powiekę. Gdy pręt był ustawiony równolegle do grzbietu nosa w jego koniec kilkakrotnie uderzano srebrnym młotkiem. Kiedy przenikał pod czaszkę na kilka centymetrów, wyciągano go regularnym ruchem wahadłowym. Potem narzędzie wprowadzano w drugi oczodół i całą procedurę powtarzano.

    Jak zauważa dziś neurobiolog David Goldman, prostota tego zabiegu pozwalała na przeprowadzenie go w gabinecie lekarskim. W ciąg jednego dnia neurochirurg mógł wykonać nawet kilka lobotomii. Pomiędzy rokiem 1942 a 1954 ów zbrodniczy zabieg stanowił leczenie z wyboru wielu zaburzeń psychicznych. Przychylnie wypowiadano się o nim w periodykach naukowych oraz na zjazdach medycznych. Odkrywcę tej metody, Portugalczyka Antonio Egaza Moniza uhonorowano nawet Nagrodą Nobla. Został on zastrzelony przez jednego z pacjentów poddanych lobotomii.

    Amerykańscy psychiatrzy zafascynowani lobotomią orzekli, że metoda znajdzie wkrótce zastosowanie w leczeniu wszelkich zachowań odbiegających od powszechnie przyjętych norm, a więc będzie można ją stosować także u nadpobudliwych dzieci, homoseksualistów oraz… komunistów. Ta przerażająca kastracja, podsycona przekonaniem, że płaty czołowe mózgu nie odgrywają istotnej funkcji, ma dziś na koncie ponad 50.000 ofiar! Na szczęście ta (…) trwająca kilkanaście lat zbrodnia została przerwana.

    Z kolei leczenie farmakologiczne w psychiatrii to cała litania skutków ubocznych. Stosowanie środków uspokajających i przeciwdepresyjnych wywołuje: senność, zamazane widzenie, zaburzenia seksualne, niekontrolowane drżenie kończyn, apatię, drażliwość, niestrawność, halucynacje oraz zachowania samobójcze i agresywne, nie wspominając już o uzależnieniach. Prozac – jeden z najpopularniejszych leków antydepresyjnych – tylko w samej Ameryce stał się przyczyną blisko dwóch i pół tysiąca zejść śmiertelnych! Należy on do leków zwiększających w mózgu poziom serotoniny, uważanej za hormon szczęścia, a zatem jest przepisywany nie tylko chorym cierpiącym na ciężką depresję i nerwicę natręctw, ale również osobom nie dotkniętym tak poważnymi przypadłościami.

    Beztroska psychiatrów w szafowaniu lekami antydepresyjnymi jest doprawdy porażająca! Rokrocznie kilkanaście tysięcy recept na Prozac przepisuje się… niemowlętom! Do niedawna uważano, że charakter dziecka należy kształtować przez wychowanie, samodyscyplinę i zwalczanie niewłaściwych skłonności. Dziś – jak ostrzega amerykański profesor Francis Fukuyama – próbujemy iść na skróty i te same efekty uzyskiwać za pomocą leków. Takie postępowanie promują koncerny farmaceutyczne, które w celu zwiększenia zysków zrobią wszystko, jak też firmy ubezpieczeniowe doceniające fakt, iż leki są tańsze od trwającej dłuższy czas psychoterapii.

    W stanach zjednoczonych ponad sześć milionów dzieci z zespołem ADHD otrzymuje specyfik o nazwie ritalin, będący pochodną… amfetaminy. Aplikuje się go nawet niemowlętom. W całej Uni Europejskiej sprzedaż tego preparatu podwaja się co rok; w Polsce ritalin ma zostać zarejestrowany już niebawem.

    A zatem co oferuje psychiatria komuś, kogo zdiagnozowano jako osobę chorą umysłowo?

    Po pierwsze, stawiająca taką diagnozę dyscyplina nie jest nauką, a po drugie nie jest w stanie nikogo wyleczyć. Może ona zaproponować życie na lekach psychotropowych i nie mało skutków ubocznych. Może też wpłynąć na zmianę osobowości.

    Na zajęciach z psychiatrii, jakie odbywaliśmy we wspomnianej klinice profesora Bilikiewicza, zaprzyjaźniłem się z pacjentem, który pisał wiersze. Wysyłał je na konkursy i zdobywał nagrody. Jednak rodzicom chłopca nie podobało się, że zamiast towarzystwa innych preferował samotność. Psychiatrzy rozpoznali u niego schizofrenię, a kiedy skoczyli leczenie farmakologiczne chłopak już po pióro nie sięgnął.

    W znakomitej książce Czarownicy i psychiatrzy E. Fuller Torres głosi tezę, że do leczenia zaburzeń umysłowych nie jest potrzebna wiedza akademicka, a jedynie umiejętność słuchania i wczuwania się w problemy drugiej osoby. Przytoczona poniżej opowieść jest tego dobitnym dowodem.

    Pewnemu mężczyźnie wydawało się, że pod jego łóżkiem przyczaiły się potwory. Udał się więc do psychiatry, ale po wielu sesjach terapeutycznych (płacił po 100 dolarów za godzinę) nie odczuł żadnej poprawy. Potwory nadal okupowały podłogę pod jego łóżkiem jak gdyby nigdy nic. Wówczas zwierzył się ze swojego problemu kucharce, która w tygodniu gotowała mu obiady. Kobieta wysłuchała go uważnie, po czym dla pewności zapytała:

    - One siedzą pod łóżkiem, tak?
    Mężczyzna skinął głową.
    - A to łóżko stoi na czterech nogach?
    - Tak.
    - Myślę, że jak pan obetnie te nogi, żaden potwór już tam nie wejdzie - dokończyła kobieta.

    Zrozumienie i wczucie się w sytuację osoby uznawanej za chora psychicznie to podstawa postępowania terapeutycznego. Odbywając przed studiami staż na neurochirurgii pracowałem jako pielęgniarz. Do moich obowiązków należało roznoszenie obiadów pacjentom. Z tamtego okresu pamiętam pewną kobietę, panią Irenę, która miała guza mózgu. Odmówiła zjedzenie zupy, ponieważ – jak utrzymywała – do talerza zagląda jej koń. Co mogłem zrobić? Wyprowadziłem konia na szpitalny korytarz, przywiązałem do klamki u drzwi i zapewniłem pacjentkę, że zwierze nie będzie jej niepokoić. Kobieta spokojnie zjadła zupę i poprosiła o dolewkę.

    Badania statystyczne, jakie ostatnio przeprowadzono w USA, wykazały, że współczynnik samobójstw wśród psychiatrów jest dziewięć razy wyższy niż wśród ogółu społeczeństwa. Zadajmy więc pytanie podstawowe: skoro nie są oni w stanie pomóc sobie, jak mogą leczyć innych?



    Lek. Med. Krzysztof Chudziński



    Możesz również posłuchać i / lub ściągnąć:




    Wydrukuj i / lub ściągnij na dysk cały artykuł: Kliknij  lub:  Drukuj post!

    sobota, 8 października 2011

    O produkcji leków psychiatrycznych mówi chemik Shane Ellison




    Były pracownik firm farmaceutycznych, magister chemii Shane Ellison, mówi o swoich obserwacjach w tej branży i mechanizmach wprowadzania nowych leków do sprzedaży. Film Obywatelskiej Komisji ds. Praw Człowieka CCHR

    piątek, 13 maja 2011

    Prof. Thomas Szasz - diagnoza dzieci ADHD



    "Profesor psychiatrii Thomas Szasz mówi o problemie z psychiatrami, autorami propagandy o rzekomej lawinie nowych zaburzeń psychicznych i "leczniczych" właściwościach amfetaminy, metylfenidatu i innych psychostymulantów. Film Obywatelskiej Komisji ds. Praw Człowieka"

    niedziela, 26 grudnia 2010

    Spot przeciw psychiatrycznej stygmatyzacji



    20 milionów dzieci, nastolatków, szufladkowanych jest jako dzieci z zaburzeniami umysłowymi. Nie ma przy tym przeprowadzanych żadnych dodatkowych, rzetelnych, badań takich jak; badania warstwowe mózgu, prześwietleń, badań genetycznych albo badań krwi, które mogłyby udowodnić tezy psychiatrów. Mimo to dzieci te uważane są do końca życia jako chore i niebezpieczne dla otoczenia, napiętnowane są do końca życia przez społeczeństwo i faszerowane niebezpiecznymi, zagrażającymi życiu lekami.
    Polecam Również:

    Racjonalnie o psychiatrii (fragm ):

     ...Z etykietką ADHD rodzice, nauczyciele i inne dzieci będą traktować je inaczej, i w końcu ono samo zacznie postrzegać siebie jako niespełniające określonych wymogów. Powodem takiego stanu rzeczy jest wymyślona przez psychiatrów rzeczywistość ADHD. Wymyślona, gdyż brak jakiegokolwiek dowodu na to, iż taka choroba istnieje; jej etiologia – jak to zwykle w psychiatrii bywa - nie została do końca wyjaśniona. 

    Mówi się o czynnikach genetycznych, a także o wpływie pól elektromagnetycznych na centralny układ nerwowy dziecka w łonie matki. Jak sądzą psychiatrzy, najbardziej niekorzystnie oddziaływają: kuchenki mikrofalowe, światło fluorescencyjne, komputery, kamery video, telefony komórkowe, faksy, suszarki do włosów, a nawet… koce i poduszki elektryczne. Czy biorąc pod uwagę rozwój techniki w najbliższych latach, należy przyjąć, że wszystkie nasze dzieci będą skazane na zespół ADHD? A co z nadpobudliwością wśród młodych aborygenów lub Indian z nad Amazonki?"


    Oryginalny Artykuł : Lek. Med. Krzysztof Chudziński - Racjonalnie o psychiatrii

    Zaprzyjaźnione strony:

    Wolne Media - Toplistaopsychiatrii.pl

    Najlepsze Blogi Katalog Stron Katalog Stron Statystyki, katalog stron www, dobre i ciekawe strony internetowe Katalog stron katalog stron katalog.budzyk


    Jeśli zgadzasz się z przesłaniem i tematyką tej strony, jesteś ofiarą psychiatrów, lub nie są Ci obce problemy ludzi borykających się z przymusem psychiatrycznym, dyskredytacją, nadużyciami, pomóż w promocji tej strony: skopiuj kod poniżej i wklej go na swoją stronę lub fora. Z góry serdeczne dziękuję.

    anty-psychiatria.blogspot.com

    http://anty-psychiatria.blogspot.com/

    Skopiuj pasek mikro kodu (Html): <a href="http://anty-psychiatria.blogspot.com/" target="_blank"><img src="https://blogger.googleusercontent.com/img/b/R29vZ2xl/AVvXsEhnASQcXBsX79OM2Scg5mzCoQe3QMDmRNj__HdqRE-1TtIJmYy0nsEh8XFVdauOw86_f80Lasr6nG54x4Z2SP-EWNZ-55HNcHpCB1leTfP3w4sRGe35BGpbFXDe0G2VDFRZy2SDzxhPzkA/s154/anty-psychiatria.blogspot.com.jpg" alt="anty-psychiatria.blogspot.com" /><p style="font-family:Times new roman; font-size:10px;">http://anty-psychiatria.blogspot.com/</p></a>

    lub kod zwykły link: <a href="http://anty-psychiatria.blogspot.com/" target="_blank">http://anty-psychiatria.blogspot.com/</a>

    KOD QR - ZESKANUJ STRONĘ I PRZEKAŻ DALEJ

    Etykiety bloga: